Czasopisma | Antropologia i etnologia | Bibliotekoznawstwo | Biologia | Chemia | Ekonomia | Filozofia | Fizyka | Geografia | Historia i archeologia | Historia nauki | Język | Kulturoznawstwo | Literatura | Matematyka | Medycyna | Pedagogika | Prawo i politologia | Psychologia | Religioznawstwo | Socjologia | Sztuka

Ile kosztuje open access?

Publikowanie w otwartym dostępie staje się popularnym sposobem prezentowania wyników badań. Jakie są tego koszty? Kto za to płaci? I jakie wiążą się z tym trudności?

 

Spis treści: 1. Oligopol wydawców 2. A więc ile? 3. Licencje 4. Zagrożenia 5. Konkluzje 6. Przydatne linki i literatura

 

Oligopol wydawców

Proces wydawania publikacji w otwartym dostępie nie różni się – poza kilkoma drobnostkami – od tradycyjnego procesu wydawniczego. A więc na etapie produkcji nie wiążą się z tym żadne dodatkowe koszty. Książka lub artykuł muszą zostać zrecenzowane, poddane redakcji, korekcie i łamaniu tak samo w obu przypadkach. Finalny efekt jest identyczny: plik (najczęściej PDF), który można wydrukować lub zmieścić w sieci. Dlaczego zatem wydawcy każą sobie płacić dodatkowo za publikowanie w otwartym dostępie?

Odpowiedź jest prosta – ponieważ sądzą, że publikacja nie będzie się sprzedawać lub sprzeda się w bardzo małym nakładzie. …i zapewne mają w tym sporo racji (choć tak naprawdę nie sposób tego bezpośrednio dowieźć). Ponadto często bierze się pod uwagę ewentualne zyski, które może uzyskać wydawca ze sprzedaży praw do tłumaczeń lub przedruków. Jest to szczególnie istotne w przypadku dużych zagranicznych wydawnictw, u których publikują najlepsi na świecie naukowcy. Niestety wspomnieni wydawcy posiadają trudny do przezwyciężenia oligopol na rynku wydawnictw naukowych. Tylko pięciu wydawców publikuje ponad 50% wszystkich tekstów indeksowanych w Web of Science – zob. ryc. 1.). Im większy wydawca, tym posiada większe środki finansowe pozwalające na skuteczniejszą promocję i lepsze pozycjonowanie w wyszukiwarkach, co w dzisiejszych czasach jest czynnikiem być albo nie być dla autorów.

Oligopol kilku wielkich wydawców i płynące z niego konsekwencje skutkują nie tylko narzuceniem wielce niekorzystnych warunków dostępu do specjalistycznej wiedzy, ale także zagarnięciem pod własne skrzydła najznakomitszych efektów pracy intelektualnej. Każdy szanujący się badacz chce publikować tam, gdzie publikują najlepsi, ponieważ poza prestiżem zyskuje również szerokiego grono odbiorców-czytelników. A tym samym ma szansę na to, że jego praca intelektualna nie przepadnie niezauważona w zalewie małowartościowych książek i artykułów, na których lekturę środowisku naukowemu nie starcza już dzisiaj oczu. Swoją pracę oddają więc za darmo, zrzekając się praw majątkowych i pozwalając dysponować wydawcy efektami długoletnich badań w dowolny sposób. Co niestety w konsekwencji doprowadza do zamknięcia błędnego koła i umocnienia oligopolu.

Ryc. 1. Lewa kolumna zawiera informacje na temat czasopism z gruntu nauk przyrodniczych i medycznych, druga dotyczy czasopism z nauk społecznych i humanistycznych. Wykresy pokazują, w jaki sposób zmieniał się procentowy udział wielkich wydawców w rynku publikacji akademickich. A dotyczy liczby publikacji, B liczby czasopism, C cytowań. Do 2013 roku pięciu największych wydawców posiadało ponad 50% wszystkich artykułów, czasopism i cytowań. Źródło: The Oligopoly of Academic Publishers in the Digital Era – Vincent Larivière, Stefanie Haustein, Philippe Mongeon, https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0127502#pone-0127502-g001
.

Jak zatem łatwo zauważyć, otwarty dostęp jest zazwyczaj kosztowny, ponieważ na rynku działają wielcy prywatni gracze, którzy dzielą między siebie większość zysków osiąganych z dystrybucji wiedzy naukowej. Odcięcie ich od „mlekodajnej krowy” musi być rekompensowane w inny sposób. Sytuacja jest nieco inna w przypadku wydawnictw mniejszego kalibru. Te częstokroć istnieją dzięki współfinansowaniu, dotacjom, grantom i innym zewnętrznym formom wsparcia. Mogą więc pozwolić sobie na oferowanie swoim potencjalnym autorom korzystniejszych zasad publikowania wyników badań. Badacze mogą dzięki temu wybierać pomiędzy różnymi formami dostępności. Teoretycznie. Praktycznie jednak sprawa nie jest tak prosta. Mniejsi wydawcy często nie publikują w otwartym dostępie, bojąc się utraty i tak przecież niewielkich zysków lub żerują na niewiedzy i naiwności badaczy, podpisując niekorzystne umowy autorskie. W tym samym czasie – dobrze rozeznani w realiach rynkowych – wielcy wydawcy znajdują nowe metody na to, by publikować na dogodniejszych warunkach, a jednocześnie zwiększać zyski lub utrzymywać je na takim samym poziomie (np. poprzez wewnętrzne subsydiowanie).

 

A więc ile?

Krótka odpowiedź: od 150 do nawet ponad 5.200 dolarów (zob. linki pod artykułem). Tyle wynoszą opłaty za opublikowanie w otwartym dostępie artykułu w jednym z czasopism na liście wydawnictwa Elsevier. Przykładowo w czasopiśmie „Cell” kwota sięga do 5200 dolarów, lecz pismo na ministerialnej liście A ma aż 50 punktów (lata do roku 2016). Warto także zaznaczyć, że „Cell” jest czasopismem hybrydowym, to znaczy, że część artykułów jest publikowana w otwartym dostępie (po uiszczeniu opłaty), a część w formie tradycyjnej – w druku lub za tak zwanym paywallem. Dla porównania: opublikowanie polskojęzycznej 15-arkuszowej monografii w dobrym polskim wydawnictwie to koszt rzędu 7.000-9.000 złotych.

Polscy wydawcy oczywiście są dużo tańsi. Ceny wahają się w granicach od 100 do 300 dolarów. Jednakże najczęściej publikacja jest darmowa. Na przykład ceniony na świecie periodyk Acta Palaeontologica Polonica nie pobiera opłat, jeżeli artykuł nie przekracza 10 stron standaryzowanego tekstu, każda kolejna strona to 22 euro plus 44 euro za każdą kolorową ilustrację. Jest to niewiele, biorąc pod uwagę klasę czasopisma (na ministerialnej liście A ma on 35 punktów). Niskie ceny wynikają stąd, że koszty utrzymania polskiego – często finansowanego z zewnątrz – czasopisma są dużo niższe niż na zachodzie. Ponadto redakcje polskich czasopism usilnie zabiegają o autorów, oferując im dogodniejsze warunki. Prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości ceny wzrosną również w Polsce. Byłby to pośredni sygnał wzrostu jakości i umiędzynarodowienia krajowych periodyków.

Koszty wydania monografii w otwartym dostępie są trudniejsze do oszacowania, ponieważ uzależnione są od tego, jaką finalną postać będzie miała książka. Najważniejsza jest oczywiście objętość samej pracy – im jest większa, tym koszty również są większe. Znaczący zagraniczni wydawcy podają orientacyjne kwoty, i tak na przykład:

  • Palgrave Macmillan: 11.000 GBP za monografię i 2.600 dolarów za rozdział w monografii.
  • Cambridge University Press: 9.500 GBP za pracę do 120.000 wyrazów.
  • Open Book Publishers: 5.000 GBP za „typową publikację” bez ilustracji.
  • Brill Open: 8.500 euro za publikację do 350 stron na licencji CC-BY-NC(-ND) i 18.500 euro za publikację do 350 stron na licencji CC-BY.
  • Ubiquity Press: od 3.450 GBP za pracę do 30.000 wyrazów do 8.860 GBP za pracę do 150.000 słów z anglojęzyczną adiustacją i stworzeniem indeksu.
  • Manchester University Press Open Monograph: 9.850 GBP za pracę do 120.000 wyrazów, która zawierać może dodatkowo do 20 ilustracji.

Polscy wydawcy książkowi z reguły nie publikują informacji o dodatkowych kosztach za otwarty dostęp. Należy więc pytać o to bezpośrednio u źródła, przygotowując wcześniej podstawowe dane na temat przygotowywanej książki.

Pieniądze, które musimy zapłacić za publikację, uiszcza się po uzyskaniu pozytywnych recenzji i zakwalifikowaniu tekstu do prac redakcyjnych. Z jednym wyjątkiem. Jeśli artykuł lub książka uzyska negatywną recenzję, zatrzymywana jest opłata za przyjęcie tekstu do recenzji. Co niewątpliwie jest sprawiedliwym posunięciem, o ile wydawca płaci recenzentom za ich pracę (a tak nie jest niestety zawsze). W książce Open Access. Analiza zjawiska z punktu widzenia polskiego naukowca Piotra Kozierskiego, Rafała Kabacińskiego, Marcina Lisa i Piotra Kaczmarka czytamy, że na przykład „Journal of Medical Internet Research” pobiera na ten cel 90 dolarów.

Powinniśmy także pamiętać o tym, że drożej wcale nie musi oznaczać lepiej. Okazuje się bowiem, że ogólnie wpływ mierzony liczbą późniejszych cytowań artykułu nie jest silnie skorelowany z ceną, jaką przychodzi nam zapłacić za publikację w otwartym dostępie. Jevin West z Uniwersytetu Waszyngtona w Seattle stworzył narzędzie, dzięki któremu można porównać znaczną liczbę czasopism z Thomson-Reuters Journal Citation Reports (JCR). Niestety narzędzie to jest niekompletne, ponieważ obejmuje czasopisma wyłącznie z jednej listy oraz uwzględnia wyłącznie liczbę cytowań, co nie zawsze przesądza o prestiżu. Mimo to i tak wyraźnie widać, że kwoty są bardzo często wygórowane.

 

Licencje

Przy publikowania należy także zwrócić uwagę na to, że otwarta licencja czasami jest tak naprawdę mocno ograniczona. Na przykład oznaczona jest w wielu przypadkach skrótem CC-BY-NC-ND. To znaczy, że jest to licencja Creative Commons z uznaniem autorstwa, użyciem niekomercyjnym i bez utworów zależnych. Innymi słowy tekstu nie można przedrukowywać i sprzedawać oraz nie można w żaden sposób zmieniać (np. tłumaczyć, redagować, poprawiać grafik, adaptować do innych formatów etc.). Możemy tylko (lub aż) czytać i kopiować. Dlatego, jeśli zdecydujemy się na otwartą licencję, warto zwracać uwagę na to, jaki to jest jej typ. W przypadku niejasności, zawsze można też napisać w tej sprawie do redakcji.

Najkorzystniejszą dla swobodnego dostępu licencją jest licencja CC-BY, czyli uznanie autorstwa. Taki tekst może być później dowolnie modyfikowany, sprzedawany, powielany – pod warunkiem, że zostanie on podpisany imieniem i nazwiskiem autora/ów. Oczywiście ewentualne zmiany nie mogą dotyczyć treści artykułu bądź książki.

Temat licencji i umów autorskich wart jest jednak szerszego omówienia, na które nie ma tutaj miejsca. Zajmiemy się tym w niedalekiej przyszłości.

 

Zagrożenia

Poruszając sprawy otwartych licencji, nie można pominąć ciemnej strony tej formy publikowania. W ogólnej debacie często pomija się lub nie zauważa krytyki płynącej z ust wielu badaczy. Zachwyt i hurraoptymizm nad z założenia szczytną ideą przyćmiewa zdrowy rozsądek.

Przede wszystkim teksty opublikowane w otwartym dostępie po zamieszczeniu ich w internecie zaczynają żyć własnym życiem. Ani wydawcy, ani autorzy nie mają już nad nimi kontroli. Mogą być pobierane, czytane i wykorzystywane w różny sposób przez każdego, kto dysponuje dostępem do sieci. Może więc okazać się, że po wybraniu jednej z najbardziej otwartych licencji nasze nazwisko zaczyna figurować na liście autorów jakiegoś drapieżnego periodyku (predatory journal) z Mauritiusa lub Tadżykistanu. Nasze teksty mogą być też sprzedawane tym, którzy są nieświadomi istnienia ich darmowych elektronicznych odpowiedników, co jest niewątpliwie nieetycznym wykorzystywaniem braku kompetencji informacyjnych do osiągania zysków finansowych.

Idea otwartego dostępu do wyników badań powoduje także ograniczenia innego typu. Opłaty, które są niezbędne do tego, by „otworzyć” artykuł w jednym z topowych czasopism, często przerastają możliwości naukowców z krajów, gdzie finanse na naukę są skromne. Do takich krajów zaliczają się nie tylko kraje z tak zwanego globalnego Południa, ale także na przykład kraje środkowo-wschodniej Europy, w tym Polska. Badacz, który nie uzyska grantu, nie ma żadnych szans na opublikowanie swojego tekstu w jednym z najlepszych periodyków. Poza nielicznymi wyjątkami (np. „eLife”) o tym, czy tekst ukaże się w otwartym dostępie, decyduje grubość portfela. Pogłębia to i tak duże dysproporcje między badaczami. Bogatsi mają więcej pieniędzy na to, by to ich prace były częściej cytowane, co pozwala im pozyskać dodatkowe źródła finansowania, a biedniejsi z konieczności wybierają zamknięte licencje lub publikują tam, gdzie ich prace nie mają szansy na rozgłos.

Nietrafiony jest jednak argument przeciwników otwartej nauki oparty na wyobrażeniu, że ktoś kogoś przymusza do publikowania w ten sposób. Jak na razie jest mowa wyłącznie o wspieraniu i o zachętach ze strony uczelni i instytucji finansujących badania. Nie ma natomiast odgórnego nakazu. Choć oczywiście należy trzymać rękę na pulsie. Możliwość decydowania oraz prawa majątkowe do utworu powinny przynależeć do autora (o czym niestety już teraz często pamiętać nie chcą niektóre polskie uczelnie, zmuszając swoich pracowników do zrzeczenia się autorskich praw majątkowych na rzecz Alma Mater lub wydawców). Poza tym otwarty dostęp do zasobów wiedzy specjalistycznej ugruntowany jest na jednym z filarów nauki – widza naukowa jest dobrem wspólnym całej ludzkości.

Część osób uważa, że zwolennicy otwartego dostępu mają na celu zniszczenie całego prywatnego sektora wydawców. W tym wypadku sytuacja nie jest zero-jedynkowa. Wprawdzie nikt wprost nie stawia sobie takiego celu, ale ruchy antykorporacjonistyczne mogą skutkować wylaniem dziecka z kąpielą. Wzrasta bowiem przekonanie o tym, że każdy wydawca jest krwiopijnym kapitalistą, który czyha na swoją ofiarę, a zatem bez żadnych skrupułów można udostępniać wydawane przez niego materiały w sieci. Dla przykładu zacytujmy w tym miejscu Manifest Otwartego Dostępu autorstwa Aarona Swartza:

Niewątpliwie wielkie korporacje zaślepia chciwość. Tego wymagają ich wewnętrzne regulacje: udziałowcy nie zaakceptują innych rozwiązań. Przekupieni politycy ustanawiają prawa dające korporacjom wyłączność na decydowanie, kto może kopiować.

Nie ma sprawiedliwości w wypełnianiu niesprawiedliwego prawa. Najwyższa pora wyjść z cienia i – w imię długiej tradycji obywatelskiego nieposłuszeństwa – wyrazić sprzeciw wobec prywatnego zawłaszczania publicznej kultury.

Musimy pozyskiwać informacje, gdziekolwiek są przechowywane, kopiować je i dzielić się nimi ze światem. Musimy odnajdować materiały, do których prawa autorskie wygasły i je archiwizować. Musimy kupować sekretne bazy danych i zamieszczać je w internecie. Musimy ściągać czasopisma naukowe i umieszczać je w sieciach wymiany plików. Musimy walczyć o Otwarty Dostęp.

Jeśli będzie nas wystarczająco wielu, nie tylko wyślemy wyraźny sygnał sprzeciwu wobec prywatyzacji wiedzy, ale także sprawimy, że ten proceder przejdzie do historii.

Tymczasem wydawcy, szczególnie ci najmniejsi, ponoszą duże jak na ich kieszenie koszty przygotowywania publikacji, a łamanie prawa skutkuje pozbawieniem ich środków płynących ze sprzedaży, tym samym przyczyniając się do jeszcze większego pogłębienia dysproporcji między niewielkimi firmami a korporacjami. Ponadto mali wydawcy częstokroć nie mają czasu i pieniędzy na to, by prowadzić procesy z osobami dopuszczającymi się kradzieży. Na wykrycie i ukaranie sprawcy mogą sobie pozwolić tylko ci najbogatsi.

 

Konkluzje

Przygotowując wniosek o grant i chcąc publikować w otwartym dostępie, powinniśmy dokładnie wyliczyć przewidywane koszty, posiłkując się danymi podawanym przez wydawców i redakcje czasopism. Mimo iż koszty te są często bardzo duże, nie powinniśmy rezygnować z tej formy prezentacji wyników badań. Nie powinniśmy także obawiać się, że zostaniemy oskarżeni o bezpodstawne zwiększanie kwoty grantu. Obecnie zarówno środowisko badaczy, jak i instytucje związane z nauką wspierają otwarty dostęp do nauki. Z biegiem czasu wsparcie to będzie zapewne coraz większe, ze stałą tendencją wzrostową.

Warto przy tym mieć na uwadze kilka spraw.

  • Po pierwsze należy racjonalnie przewidywać możliwości publikacji. W prestiżowych czasopismach współczynnik odrzuceń artykułów jest bardzo duży i mało kto – jeśli już odważy się przesłać swój tekst – ma szansę na pojawienie się na jego łamach. (Na marginesie: współczynnik odrzuceń wpływa także na wzrost kosztów wydawania artykułów).
  • Po drugie należy zawsze sprawdzać, czy przekazywanie tak dużych sum jakiemuś wydawcy jest opłacalne – nie zawsze wkład finansowy przekłada się na jakość przygotowania i rozpowszechniania wyników badań.
  • Po trzecie należy uważać na to, by przypadkiem nie opublikować swojego tekstu u drapieżnego wydawcy – może to skutkować nie tylko odcięciem źródeł finansowania, ale także poważnymi konsekwencjami w środowisku akademickim.
  • Po czwarte należy zwracać uwagę na prawa autorskie do tekstów: dokładnie czytać umowy, sprawdzać typ licencji, czytać regulaminy i zasięgać opinii osób, które publikowały w danym miejscu (mogą nam na przykład zdradzić, że słowne zapewnienia wydawców mają się nijak do późniejszych praktyk po publikacji).

Mimo wspomnianych wyżej zagrożeń, nie powinniśmy się bać publikowania w otwartym dostępie. Choćby dlatego, że taka forma aktywności sama w sobie jest na dłuższą metę opłacalna dla autorów.

 

Przydatne linki i literatura

  1. http://www.sherpa.ac.uk/romeo/PaidOA.php
    Ceny w dolarach i funtach brytyjskich za publikację artykułów u poszczególnych zachodnich wydawców akademickich.
  2. http://custodians.online/
    In solidarity with Library Genesis and Sci-Hub – Dušan Barok i in. List solidarności z serwisami Library Genesis (http://libgen.io/) i Science Hub (https://sci-hub.tw/), w których można zamieszczać i pobierać prace naukowe.
  3. http://prawokultury.pl/publikacje/manifest-otwartego-dostepu/
    Manifest Otwartego Dostępu, Aaron Swartz, tłum. Pawel Stankiewicz. (w innych językach na: https://openaccessmanifesto.wordpress.com/)
  4. https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0127502#pone-0127502-g001
    The Oligopoly of Academic Publishers in the Digital Era – Vincent Larivière, Stefanie Haustein, Philippe Mongeon. Artykuł analizujący zjawisko rosnącego oligopolu największych wydawców publikacji naukowych.
  5. http://thecostofknowledge.com/
    The Cost of Knowledge. Lista protestujących przeciwko nieuczciwym praktykom wydawniczym Reed Elsevier. Do tej pory podpisało się 17.240 osób (niewielka liczba z Polski).
  6. https://www.nature.com/news/open-access-the-true-cost-of-science-publishing-1.12676
    Open access. The true cost of science publishing – Richard Van Noorden. Opublikowany w „Nature” bardzo ciekawy artykuł na temat rzeczywistych kosztów publikowania w otwartym dostępie.
  7. https://www.nature.com/news/price-doesn-t-always-buy-prestige-in-open-access-1.12259
    Price doesn’t always buy prestige in open access – Zoë Corbyn. Również opublikowany w „Nature” artykuł na temat prowadzonych przez Jevina Westa badań analizujących zależność pomiędzy cenami publikacji w otwartym dostępie a późniejszym realnym wpływem / prestiżem takich publikacji.
  8. http://www.eigenfactor.org/openaccess/
    Badania Jevina Westa i in. na temat zależności pomiędzy ceną publikacji w otwartym dostępie oraz prestiżem. Na stronie znajduje się także lista czasopism z przyporządkowanymi cenami za publikację oraz ocenami opłacalności: http://www.eigenfactor.org/openaccess/oa.php
  9. https://elifesciences.org/inside-elife/b6365b76/setting-a-fee-for-publication
    Setting a fee for publication – Mark Patterson, Jennifer McLennan. Szczegółowy opis kosztów, jakie ponoszą zagraniczni wydawcy, publikując w otwartym dostępie. Tekst ten powstał na potrzeby czasopisma „eLife”, które stara się wyjaśnić, dlaczego pobiera opłatę w wysokości 2.500 dolarów za artykuł.
  10. https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/2513/Open%20Access.pdf
    Open Access. Analiza zjawiska z punktu widzenia polskiego naukowca – Piotr Kozierski, Rafał Kabaciński, Marcin Lis, Piotr Kaczmarek. Przydatna książka na temat publikowania w otwartym dostępie. Zamieszczona w Repozytorium Centrum Otwartej Nauki (CeON): https://depot.ceon.pl/
  11. https://doaj.org/
    Directory of Open Access Journals (DOAJ). Baza 3.418.027 artykułów i 12.198 czasopism publikujących w otwartym dostępie. Wśród nich znajdują się niektóre polskie periodyki naukowe. Na stronie tej możemy odnaleźć użyteczne informacje, np. cenę za opublikowanie artykułu.
  12. https://www.springer.com/gp/open-access/springer-open-choice/springer-compact/springer-open-choice-for-polish-institutions/11027898
    Informacje na temat porozumienia pomiędzy Polską i Springer w sprawie wsparcia finansowego udzielanego polskim naukowców przeznaczanego na cele publikacji w otwartym dostępie w czasopismach tego wydawnictwa.
  13. http://www.czasopisma.pan.pl/dlibra
    Czytelnia czasopism Polskiej Akademii Nauk.
  14. https://www.triple-c.at/index.php/tripleC/article/view/617
    Reactionary Rhetoric Against Open Access Publishing – Wayne Bivens-Tatum. Odpowiedź na krytykę (a w zasadzie krytyka krytyki) Jeffreya Bealla dotyczącą publikowania w otwartym dostępie.
  15. https://osc.cam.ac.uk/monographs/open-access-and-monographs/oa-monograph-costs
    Informacje na temat opłat za publikowanie monografii w otwartym dostępie u niektórych najważniejszych wydawców akademickich.
  16. http://www.sherpa.ac.uk/romeo/search.php
    Wyszukiwarka czasopism i wydawców, dzięki której możemy uzyskać informacje na temat polityki w zakresie praw autorskich.
  17. https://journals4free.com/
    Katalog 16.600 czasopism publikujących w otwartym dostępie z podziałem na dyscypliny i języki (w tym polski).
  18. https://www.elsevier.com/about/open-science/open-access
    Cennik oraz informacje na temat zasad publikowania w otwartym dostępie w czasopismach Elsevier

 

Książki w nauce

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
Wróć do góry